wtorek, 22 marca 2016

Ważna notka!

Hejka hej! Nie wiem, czy ktokolwiek jeszcze tu jest, przeczyta to. I właśnie w związku z tym mam pytanie. Czy chcielibyście, abym to kontynuowała? A może napisać inne opowiadanie? Jeśli ktoś tu jeszcze jest, niech da oznakę życia :)

sobota, 10 sierpnia 2013

2. James.

Usłyszała ciche pukanie do drzwi, doskonale wiedziała kto za nimi stał.
- Wejdź - powiedziała, a chłopak pojawił się w progu.
- To co, coroczna rozmowa? - uśmiechnął się, mimo iż w oczach jego panował smutek.
Dziewczyna tylko pokiwała głową. Zamknął drzwi i przysiadł na skraju łóżka. 
- Myślisz, że ona to wszystko widzi? - spytała po chwili Adriane. - No wiesz, z nieba.
- Na pewno. Myślę, że cały czas nad tobą czuwa i jest z ciebie bardzo dumna. 
Dziewczyna spojrzała na niego smutnym wzrokiem. Przysunęła się bliżej i przytuliła go, a łzy na nowo pociekły jej po policzkach.
- Tęsknię - szepnęła. - Za mamą, za tatą.. Nawet ich nie znałam, pomimo, że ojciec żyje to widziałam go ze trzy razy.
- Nie płacz... Może powinnaś się cieszyć, że go nie znasz? Mógłby nie spełniać twoich oczekiwań i byłoby jeszcze gorzej.
- Tak, ale..
- Chciałbyś z nim teraz mieszkać? Gdzieś na drugim końcu świata, w Australii czy Afryce. Nawet nie wiesz gdzie on jest.
- Ty też nie wiesz, gdzie jest twój ojciec - odburknęła i po chwili tego pożałowała.
- I bardzo się z tego cieszę. Nie chcę znać tego pieprzonego...
- Xavier!
- ..faceta, który zostawił moją matkę, jak tylko dowiedział się o dziecku. 
Nagle oboje zamilkli, w ciszy zastanawiając się nad sensem ich sytuacji.

- Babcia! - krzyknęła Adriane ujrzawszy staruszkę w progu.
- Och dziecko kochane, jak ty wyrosłaś! Xavier, jaki z ciebie mężczyzna się zrobił! - zachwycała się kobieta.
- Wejdźcie skarbeńki, wejdźcie! - powiedziała jeszcze i wpuściła ich do wnętrza domu.
Wszyscy goście siedzieli już przy stole. Było tam mnóstwo nowych twarzy, których ani Adriane, ani Xavier nigdy wcześniej nie widzieli. Grzecznie przywitali się i usiedli na wyznaczonych miejscach. Po chwili dziadek zabrał głos i odmówił modlitwę. Zebrani zaczęli dzielić się opłatkiem. Najczęściej podchodzili do siebie i mówili po prostu 'wszystkiego dobrego', zważywszy na to, jak dużo było ludzi. Gdy już wszyscy skończyli składać życzenia powrócili na swoje miejsca i przystąpili do spożywania wieczerzy. Nie obyło się bez gwaru rozmów i odgłosów sztućców stukających o talerze. Panowała niezwykle miła, rodzinna atmosfera, każdy był życzliwy i uprzejmy względem drugiego. Wydawałoby się, że krewni, jak z obrazka, a podobnież z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Gdy już każdy skończył posiłek zaczęto śpiewać kolędy. Okazało się, że jakiś wujek miał gitarę, a nieznany chłopak umiał grać na pianinie. Był on mniej więcej w wieku Adriane i Xaviera, przynajmniej tak im się wydawało, kiedy lustrowali go wzrokiem. Zasiadł w kącie, przy instrumencie i zaczął wygrywać nieznaną im melodię.
- To tak na rozgrzewkę - rzucił i wrócił do zajęcia.
Dziewczyna z zachwytem obserwowała, jak owy chłopak swymi zgrabnymi palcami przesuwał po klawiszach. Każde brzmienie wydawało się być pełne pasji. W jego skupionym wzroku zobaczyła miłość do muzyki. Tak samo wyglądała, gdy próbowała nauczyć się nowej piosenki. Poczuła niewidzialne powiązanie z nim, w niemej fascynacji nie zauważyła, że podeszła blisko, za blisko... Nieznajomy nieprzerywając gry kątem oka począł obserwować Adriane. Też to poczuł, wiedział, że miał doczynienia z artystyczną duszą. Jednakże póki co, skupił się bardziej na jej wyglądzie. Była wysoka, zgrabna, miała figurę, jak modelka. Posiadała długie, brązowe włosy, mocno widoczne brwi, pełne usta oraz przenikliwe zielone spojrzenie otoczone długimi rzęsami. 'Wpadłem' - jęknął w myślach nadal podziwiając urodę dziewczyny. Podobała mu się z wyglądu, lecz znając życie, była paskudna w środku. Choć przez chwilkę poczuł, jakby miała w sobie artystyczną duszę, a przecież takie osoby nie mogą mieć popsutego charakteru. Nie, to wydawało mu się niemożliwe. W końcu złapał się na tym, że przestał grać, a patrzył się na dziewczynę.
- Mmoże umiesz śpiewać? - zająknął się na początku. - Moglibyśmy razem, no wiesz, wystąpić, tak jakby, no o ile się zgodzisz.
Nieskładne zdanie wydostało się z jego ust. Skarcił się za to w myślach.
Adriane wahała się. Lubiła śpiewać, lecz nie chciała się ośmieszyć. Postanowiła jednak zaryzykować.

- Właściwie, to James jestem - powiedział chłopak wyciągając ku niej swą dłoń.
- Adriane - uścisnęła ją, po czym wskazała dłonią na osobę siedzącą obok. - A to mój brat, Xavier.
- Miło mi.
- Więc mówisz, że zajmujesz się śpiewaniem? - spytała dziewczyna.
- Tak, trochę - odparł. - Ty też powinnaś, masz niesamowitą barwę głosu.
- Dziękuję - odparła rumieniąc się lekko.
- A ty Xavier? Jaką masz pasję? 
- Piłka nożna - stwierdził krótko.
- I nic poza tym? - zdziwił się James.
- Pasja powinna być chyba tylko jedna. Zainteresowań za to, mam wiele więcej - wyjaśnił.
- Ah, rozumiem - westchnął, choć jego twarz wyrażała całkiem co innego.

- Słyszałeś coś kiedykolwiek o jakimś James'ie Woods'ie, któryby zajmował się śpiewaniem? - zapytała tej nocy Adriane, gdy kładli się spać.
- Nie, nigdy. A może on ma inne nazwisko?
- Ale przecież to spotkanie rodziny Woods. A może on jeszcze nie jest sławny?
- Pewnie gra z kumplami w garażu i jest sławny na swojej ulicy. Dobranoc - zakończył rozmowę Xavier.
- Dobranoc - odpowiedziała, choć nadal w myślach rozstrzygała swój problem.


Obiecałam dodać rozdział w około tydzień po koloniach, ale niestety mi nie wyszło, bo przyjechała siostra na wakacje i nie mogłam pisać. ;d jest trochę krótki, ale mam nadzieję, że trochę rozjaśnił Wam sytuację. W razie jakichś pytań macie do mnie kontakt w zakładce 'Informowani.', ewentualnie mogę odpowiedzieć na pytania pod rozdziałem.
A na koloniach było niesamowicie! <3 mnóstwo ludzi, fajne dyskoteki, smażing, plażing i wiele innych. ;) poznałam sporo świetnych osób, również płci przeciwnej ^^ tak więc bardzo chciałabym tam jeszcze z nimi zostać, ale niestety te dwa tygodnie minęły strasznie szybko :c 
Pamiętaj, że swoim komentarzem sprawisz mi ogromną radość. ;)

piątek, 12 lipca 2013

1. Już od szesnastu lat.

23.12.11r.
- To jak? Idziesz dzisiaj z nami na trening? - zapytał Xavier opierając się o szafkę Adriane.
- Och, nie wiem. Myślałam, że pójdę wcześniej do domu pomóc cioci... Z tymi świętami jest mnóstwo kłopotów... - westchnęła.
- Oj tam, mama sobie poradzi. Udaje jej się wszystko ogarnąć już od szesnastu lat, nie zauważyłaś? - zaśmiał się ciągnąc tym samym dziewczynę w stronę drzwi podwórkowych. 
Przeszli przez udeptaną już ścieżkę na boisko. Ich szkoła dzięki wsparciu rodziców i mieszkańców zdobyła fundusze na dach nad 'stadion'. Mając taką osłonę, większość meczy grano właśnie tu. 
Chłopcy już czekali. Trener powitał rodzeństwo z uśmiechem na twarzy.
- Chyba zapiszę cię do drużyny panno Woods. Zjawiasz się na treningach częściej niż niektórzy - znacząco odchrząknął mierząc wzrokiem kilku podopiecznych.
- Bardzo chętnie. I tak wiem, że gram lepiej niż oni wszyscy razem wzięci - zaśmiała się Adriane.
- Bez przesady siostrzyczko - powiedział Xavier. - Może śniegu nie za dużo, ale zawsze jakaś zaspa na ciebie się znajdzie.
- Dobra, dobra, starczy. Przebierajcie się i do rozgrzewki - uciszył ich pan McKenzie. 
Był dobrym trenerem. Wszyscy go szanowali, większość ze względu na sukcesy sportowe uczniów, a część po prostu za to, jakim był człowiekiem. Miał poczucie humoru, dobre podejście do licealistów, ale również własne zasady, których się trzymał. 
Adriane usiadła obok niego na murawie przyglądając się rozgrzewającym się chłopcom. Większość z nich była nią bardzo zauroczona i wielokrotnie proponowała spotkania. Dziewczyna często spotykała się z nimi, lecz traktowała to tylko jako przyjaźń. Nie szukała chłopaka, nie potrzebna jej była taka miłość. Miała swojego brata, którego kochała nad wszystkich mężczyzn. Był on nie tylko krewnym, ale też najlepszym przyjacielem. Podobne myśli miał Xavier spoglądając na swoją siostrę. Nie potrzebne były mu te wszystkie dziewczyny, które poniżały się byleby tylko on je zauważył. Uwzględniał w swoich planach na przyszłość żonę, dzieci, ale nie spieszyło mu się, aby to szybko spełnić. 'Mam czas' - powtarzał ciągle. Teraz najważniejszymi kobietami były dla niego Adriane i matka Penelope. Musiał sprostać swoim zadaniom, musiał się nimi opiekować, w końcu był jedynym mężczyzną w domu. 
- Ile razy mam powtarzać żebyście stanęli na zbiórce! - krzyknął trener, co wybudziło go z tych myśli.

- Ja i tak wiem swoje! - zaśmiała się Adriane.
- Nic nie wiesz! Chłopaki grają lepiej w nożną od dziewczyn! - przekomarzał się z nią Xavier.
- Okay, okay - po półgodzinnej 'sprzeczce' przyznała mu rację. - Ale ja jestem wyjątkiem z nich i gram lepiej.
- Okay - zgodził się chłopak czochrając jej włosy.
- Dobrze wiesz.. - nie dokończyła, bo przerwała jej Penelope.
- Wejdźcie już do domu - westchnęła.
Posłusznie przekroczyli próg drzwi i zaniemówili z wrażenia. Wszystko lśniło czystością i zostało przyozdobione świątecznymi dekoracjami.
- Mamo.. jak.. - zaczął Xavier, co dokończyła Adriane - ty to zrobiłaś?
- No cóż.. W końcu już od szesnastu lat sobie radzę - powiedziała wesoło.
- A nie mówiłem - zaśmiał się Xavier.
- Wiedziałam, że to powiesz - mruknęła dziewczyna.
- Musimy jeszcze ubrać choinkę - oznajmiła uroczystym tonem Penelope.
Przystrajanie drzewka było najważniejszą czynnością. Wszyscy mieszkańcy domu musieli się zebrać i zrobić to razem. Adriane i Xavier rzucili plecaki w wejściowym pokoju i korytarzem przeszli do salonu. Choinka już stała, a wokół niej przeróżne pudła z łańcuchami, bombkami, światełkami. 
- Będziesz piękna - wyszeptała Penny spoglądając na dzieci, które już przystąpiły do pracy.

- W święta jedziemy na dwa dni do babci - oznajmiła Penelope, gdy już usiedli przy stole.
- Musimy? - spytało jednocześnie rodzeństwo.
- Koniecznie. Babcia co kilka lat urządza gościnę dla całej rodziny. Będzie mnóstwo ludzi, którzy oczywiście, są waszymi krewnymi. Wiem, że co najmniej połowy z nich nie znacie, zresztą ja sama wszystkich nie znam, ale bądźcie uprzejmi.
- A czy my... - zaczęła Adriane.
- ...kiedykolwiek byliśmy nieuprzejmi? - dokończył Xavier i oboje wybuchnęli śmiechem.


Pewnie nie tego się spodziewaliście.. Ehh.. Przepraszam za ten rozdział, mam nadzieję, że kolejne będą lepsze. Po prostu chciałam szybko go napisać, żeby zdążyć wstawić przed moim wyjazdem na kolonie. W porównaniu do was nie jadę nigdzie za granicę, tylko nad polskie morze. Będę tam 2 tygodnie, od 13 do 26. Chciałabym spotkać tam kogoś z żółtą wstążką. ;3 Następny zapewne będzie do tygodnia po moim powrocie, chyba, że ktoś przyjedzie do mnie i nie będę miała czasu. Pisałabym na koloniach na telefonie, ale blogger nie chce mi działać, więc... 
No nic, liczę na kilka komentarzy i udanych wakacji ;)